Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
abricate

Jeśli masz choć jedną osobę obok siebie przy której nie musisz się zastanawiać czy dobrze wypadasz, jesteś szczęśliwy.

Osobę, która nie ocenia czy jesteś dobry lub zły mimo tego że jest gotowa powiedzieć Ci, co naprawdę myśli lub czuje. To akceptacja, która mówi: czasem robisz dobrze, czasem robisz źle, ale w obu przypadkach możesz na mnie liczyć.

Osobę, która służy Ci wsparciem gdy jesteś w tarapatach. Wtedy dopiero możesz zobaczyć czy ludzie byli z Twoją "lepszą" wersją, czy z całością Ciebie.

Osobę, której możesz nie widzieć przez wiele lat, a potem gdy się spotykacie to zaczynacie rozmowę tak jakby nic się nie zmieniło.
Osobę, której chcesz się zwierzać bo ufasz, że nie obrobi Ci dupy za plecami. Inwestujesz w relację to, co masz najcenniejsze - siebie prawdziwego.

Przez długie lata nie umiałem robić przyjaciół (celowo użyte wyrażenie, bo wychodzę z założenia że jest to umiejętność jak każda inna). Nie wiedziałem kogo wybierać, więc wiązałem się z ludźmi którzy byli ze mną, ale w warunkowej wersji; gdy ja się zmieniałem, oni tego nie akceptowali. Długie lata myślałem że coś jest ze mną nie tak - wyjeżdżałem na 3 miesiące do Azji, wracałem na studiach na kolejny rok i zaczynałem opowiadać znajomym co mnie spotkało, a oni mnie nie rozumieli... Albo zrozumieć nie chcieli. Dlatego zmieniałem tych "przyjaciół" cały czas.
Potem zrozumiałem, że istnieje poziom szczególnej przyjaźni w związku z kobietą - w którym chęć bycia razem, seksualność i wzajemne wsparcie przenikają się wzajemnie. Może dlatego, że gdy moja żona przyjechała bez niczego i nikogo z Meksyku do Polski musiałem być jej kolegą, koleżanką, kochankiem, przyjacielem, facetem, mężem, wsparciem, towarzyszem i wszystkim innym.
Dotarło do mnie też, że w pewnej chwili nie chcesz się zmieniać; to jest magiczny moment gdy odpadają od Ciebie wszyscy którzy zmieniać Cię chcieli albo liczyli na to że kiedyś będziesz inny i będziesz im pasował. Poznałeś swoją naturę, dobrze Ci z nią i wtedy pojawiają się ludzie którzy chcą Cię takim jakim jesteś. To przyjaciele.

Miałem kilku w swoim życiu. 
Jednego w 1 klasie podstawówki zapytałem przy pierwszym spotkaniu czy będzie moim najlepszym przyjacielem. I zgodził się.
Potem poznałem kilka kobiet na przestrzeni wielu lat które budowały ze mną życie. Stały się przyjaciółkami. Przy rozstaniach zwykle przyjaźń się kończyła, ale z jedną daliśmy radę. Lubię z nią rozmawiać o starych czasach.
Kiedyś, gdy miałem 20 lat, była promocja LOT-u i bilet do Grecji kosztował grosze. Poleciałem do Aten poznać jakiegoś gościa z którym forumowałem o podróżach kilka tygodni wcześniej. Mama krzyczała - ale Ty go nie znasz! Ale poleciałem. I była magia. Pamiętam jak wbiliśmy się na jedną imprezę z ważnym politykiem i założyłem się z nim że poznam tego polityka. W krótkich spodenkach podchodzę do niego i mówię: cześć, jestem z Polski, a tu nagle dzika ilość dziennikarzy robi nam zdjęcia. A ja ledwo się trzymałem na nogach (bufet i trunki były za darmo, a ja byłem biednym studentem).
Potem w Meksyku poznałem człowieka na seminarium z komunikacji który mnie zaprosił do siebie bym zrobił kurs Fast Languages (błyskawiczna nauka języków obcych). Tak zaczęła się moja kariera międzynarodowa, a z nim robiliśmy takie numerym że na samą myśl się czerwienię, choć wstydliwy facet nie jestem.
Byli jeszcze inni, ale to garstka ludzi poznanych w życiu. Ale wyjątkowej wartości. Ceń swoich przyjaciół, bo inaczej będziesz szukał poklasku wśród takich których w gruncie rzeczy masz gdzieś, dla których również Ty wartością nie jesteś.

Czasem spędzamy życie szukając kogoś idealnego, przez co tracimy ludzi nieidealnych których mamy u swego boku, a którzy mogliby nas uczyć idealnie szczęśliwymi.

— Grzesiak
Reposted fromacetylocoa acetylocoa

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl